piątek, 25 lipca 2008

Praca w UK, recesja w UK

Książka Richarda N. Bollesa. „What Color Is Your Parachute?” (Jakiego koloru jest twój spadochron) to wspaniale sprzedający się poradnik dla polujących na pracę. Trzydzieści osiem lat temu autor wydał go po raz pierwszy nakładem własnych sił, niewiele później doczekał się komercyjnej publikacji i od 1975 książka jest co roku aktualizowana. Do tej pory sprzedano dziewięć milionów kopii i przetłumaczono ją na czternaście języków. W Polsce ukazała się nakładem Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych, w 1993 oraz 2000. Zdaje mi się jednak, że jako materiał pomocniczy dla ludzi zawodowo zajmujących się wspieraniem bezrobotnych, a nie dla szerokiej publiki. Zaś pod adresem http://lucyfer.prv.pl/jaka_chcesz_prace.pdf można znaleźć nieautoryzowaną, ale krótką i przystępną notatkę z trzech ćwiczeń podpowiadających jaką chce się mieć pracę. Poświęcając weekend albo kilka wieczorów, każdy jest w stanie sam sobie odpowiedzieć na pytanie jakie chce mieć warunki zatrudnienia, jakie umiejętności chce wykorzystywać i w jakiej branży chce się zaangażować.

Mądrzejsza o wynik swoich rozważań oraz inne porady ze Spadochronu mozolnie przygotowałam trzy wersje CV i zaczęłam odwiedzać kawiarnie, dzwonić do ogłaszających się pracodawców i wysyłać listy w miejsca gdzie chciałam pomagać za darmo jako praktykantka. Przegapiłam dwie okazje pracy w gastronomii oraz dostałam podziękowanie z działu HR Economist group. Poza tym cisza jak makiem zasiał. Nikt więcej nawet nie fatyguje się, żeby mi powiedzieć że nie ma dla mnie miejsca w jego firmie.

Za to wypytując pracodawców dowiedziałam się czegoś o pracy kobiety, nie-specjalistki. Zacznę od ciekawostki, że tancerki egzotyczne są osobami samozatrudniającymi się. Honorarium oddają pracownikom klubu i raz na tydzień dostają z tego część. Wracając zaś do pola moich zainteresowań, sześć dni pracy wydaje mi się tutaj normą. Niektóre panie trafią tak, że będzie to niedziela, inne na jakiś dzień roboczy. Nadgodziny traktuje się jako okazję do zarobienia więcej, a nie coś uciążliwego. (To ostatnie akurat znam z 2006 kiedy pracowałam w Polsce w magazynie) Podobnie jak w ojczyźnie, tak i w UK w części miejsc wymaga się od kelnerek czarnych, kobiecych butów. Dla mnie znalezienie takich okazało się niewykonalne. To kolejne podobieństwo. Dziewiątka zdaje się nie być uznawana za damski rozmiar. Deichmann sprzedaje co prawda nie tylko do 42, ale nawet 44, ale żaden spośród dwudziestu pięciu sklepów sieci na Wyspie nie znajduje się w Londynie.

Najczęstszym momentem gdy kończy się moja rozmowa w sprawie pracy jest moment, gdy ktoś orientuje się że jestem studentką. Wcale jednak nie muszę się do tego przyznawać. Mam wrażenie, że doświadczonym pracodawcom wystarcza kilka niewinnych pytań, tak jak ja wiem, że jeżeli ktoś proponuje mi kawę, potem oprowadzenie po Londynie, to za chwilę usłyszę też jaki jest dobry w łóżku, że to nie zdrada, tylko rekreacja, a mój chłopak nie musi o tym wiedzieć. Tyle dygresji. Natomiast pierwszym pytaniem pracodawców jest: jak długo jest pani w Londynie? Wydaje mi się, że trzy sezony z rzędu gdy polscy żakowie robili tutaj pracodawcą taki numer, że najpierw zatrudniali się na stałe a potem w październiku wracali na uczelnię bardzo zniechęciły miejscowych Polaków i nie Polaków do studentów. To jednak niczym nie potwierdzona teoria. Poza tym słyszałam też taką, że to ja nie szukam zatrudnienia na poważnie.

Dlatego chciałabym powiedzieć, że dwoje moich znajomych którzy wydali sporo pieniędzy na przyjaz tutaj, wraca w tym tygodniu do ojczyzny z jedynie pięknymi wspomnieniami. Dwie inne koleżanki, każda wcześniej już pracująca w UK też trzeci tydzień szukają pracy. Jedna z nich przy okazji kolejnego z rzędu telefonu dowiedziała się, dlaczego w tym konkretnym miejscu nie będzie zatrudniona. Zapytano ją o wyznanie i okazało się, że poszukiwana jest muzłumanka. W rozmowach z Polakami przeważa jeden motyw: praca jest, ale trzeba ją znaleźć po znajomości. Kolega kolegę bez problemu potrafi wkręcić na budowę albo do remontów. Nawet jeżeli przyleci tutaj tylko na wakacje.

The Exonomist

Czy jest tak źle z polskimi imigrantkami, czy też cała wyspa tonie? Na razie nie zapowiada się na trzęsienie ziemi, które miałoby Brytanię pogrzebać w odmętach jak Atlantydę, ale jest gorzej niż rok temu. Pozwolę sobie przedstawić co redakcja The Economist napisała piątego lipca bieżącego roku. Największa firma budowlana Taylor Wimpley oraz największy detalista spożywczy i odzieżowy Marks & Spencer zaczęły mieć w tym roku finansowe problemy. Dziura budżetowa to dwa i pół biliona funtów, a inflacja wciąż rośnie. Dziennikarze obawiają się, że oba ostatnie zjawiska się pogłębią.

Tak więc Wielka Brytania nie jest już dobrym miejscem dla emigrantek, szczególnie studentek – emigrantek. Wkrótce może przestać być dobrym miejscem dla polskich budowlańców. Jeżeli rząd będzie miał dość odwagi na radykalne rozwiązania dla ratowania gospodarki, również dla przeciętnego Brytyjczyka, który przywykł do zapomóg. Zdaje się jednak, że również programiści (mój chyba nie) zaczynają czuć się niepewnie.

W 2005 roku pojawiła się książka My Job Went to India - 52 Ways to Save Your Job (Moja praca przeniosła się do Indii – 52 Sposoby na Zachowanie Twojej Pracy). Autor radzi zachodnim specom od technologii informacyjnych podejmować przemyślane, trafne decyzje co do obszarów dalszego kształcenia oraz promocji swoich umiejętności. Na oczy tej książki nie widziałam, ale wiem że ma ona związek z nową Dolinę Krzemową na południu republiki zwaną Bangalore [ban-GA-lor]. Podejrzewam, że ta nazwa niewiele mówi większości Czytających te słowa. Ja też jeszcze miesiąc temu nie miałam o tym mieście pojęcia. Dlatego przepiszę jakieś dane z książki Wilhelminy Wosińskiej Oblicza globalizacji, które są przepisane z Three bilions new capitalists (2005) Clyde'a Prestowitz'a, amerykańskiego dyplomaty i publicysty. W 2004 roku Interl zatrudniał w Mieście Ogrodów 1800 Ph.D. czyli doktorów, w zakresie inżynierii elektronicznej i IT. Ogólnie szacuje się że inżynierów mają tam około 150 tysięcy. Dużo. Część tych programujących i władających biegle dwoma lub trzema językami to kobiety.

Widmo recesji w Wielkiej Brytanii. Konkurencja wykształconych, skromych ludzi z Idnii i Chin. Każdy może poczuć się zagubiony. Gdy tylko zorientuję się co i jak powinno się lub można zrobić, na pewno dam tutaj znać. Natomiast doraźnie za Chilonem, Bollesem i wieloma innymi mogę doradzić poznanie samego siebie. W oszałamiającym pędzie powolnych zmian taka wiedza będzie miłą ostoją. Pomóc w rozważaniach mogą porady z krótkiego tekstu Jaką chcę pracę wspomnianego na początku.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

2,5 biliona? o rety, chyba sie cos pomieszalo. Amerykanie maja "bailout bill" na 787 milardow dolarow, wiec nie wierze, zeby mala wyspa miala problem ponad 3 razy wieksza kwote. A tak poza tym to podoba mi sie artykul.

Daniel
Tennessee